Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Brian May

Soapbox

Historia Burns Tri-Sonic
logo

 

 **Niedziela, 02 lipca 2006**

BURNS TRI-SONICS - PRAWDZIWA HISTORIA


Dobrze. Opowiem prawdziwą historię - historię moją i przetworników Burns.

Kiedy ja i mój ojciec mieliśmy kończyć moją gitarę, której koszt wyniósł około 8 funtów, zaprojektowałem i wykonałem do niej trzy przetworniki. Były one zrobione z rzeczy, które mogliśmy znaleźć, takich jak cała rzeszta gitary - w tym wypadku trzy magnesy guzikowe Eclipse owinięte cewkami na specjalnej nawijarce, którą zrobił tata i ustawione "do góry"  białymi płytkami Formica. Uzwojenia były zakończone na dwóch mosiężnych tulejkach, które były trzymane przez wkręcone śruby - mosiężne kołki, które przytwierdzały przystawki do korpusu gitary. Nie było tam żadnych lużno sterczących drutów - za każdym razem przetworniki były przykręcone bezpośrednio do płytki. Przystawki brzmaiły naprawdę dobrze, miło i energicznie, jedndą nawet eksperymentalnie podłączyłem do mojej pierwszej akustycznej gitary i do wzmacniacz mojego ojca. Wszystkie włączniki 'w zgodnej i przeciwnej fazie' też działały dobrze. Zabrałem przystawki do szkoły, aby pokazać moim kolegom jak dźwięk może być przekształcany. Taki układ przełączników nigdy wcześniej nie był stosowany.

Ale był jeden problem - kiedy uderzałem strunę, poruszała się ona wpoprzek przetworników, i było słychać dziwny, szumiący dźwięk - coś jak skrobanie - gdy struna poruszała się tam i z powrotem. Doszedłem do wniosku że działo się tak ponieważ w moich przetwornikach pole magnetyczne zmieniało się kolejno na północne-południowe-północne-południowe podczas poruszania strun. Wydawało mi się, iż to powodowało pewien rodzaj przerywania linii pola. Tak przynajmniej myślałem. Były dwa możliwe rozwiązaia tej sytuacji - albo podzielić każdy magnes guzikowy na pół i ułożyć tak, aby wszystkie wskazywały swoją górną powierzchnią pole północne, albo spróbować innych przetworników. Pierwsza opcja była trudna do zrealizowania. Nie miałem jak pociąć tak twardej stali (stępiłem kilka piłek do metalu próbująć to zrobić). Wyruszyłem więc na poszukiwania przetworników. Poszedłem do nowego salonu sprzedaży Burns'a w dolnej części nowego wieżowca na St Gile's Circus (niedaleko miejsca, gdzie swoje miejsce czterdzieści lat później znalazł musical "We Will Rock You"). Wciąż mam przed oczami tego - dość grubego faceta, który sprzedał mi przytawki. W tych czasach ludzie, którzy pracowali w sklepach muzycznych byli zwykle dość pogardliwi dla młodych chłopców takich jak ja, którzy oczywiście nie mieli pieniędzy by kupić wzmacniacze i gitary. I ten sprzedawca nie był wyjątkiem. Pamiętam też, że miał lekko ironiczny uśmieszek kiedy brał ode mnie pieniądze - łącznie 9 gwinei za te trzy przetworniki - tak, jakby chcia powiedzieć "Dobrze, oczywiście marnujesz twoje pieniądze, ponieważ gitara, którą robisz nie może być nawet trochę dobra". W ten sposób moja gitara kosztowała mnie około dwa razy więcej niż wcześniej liczyłem. Zabrałem przystawki ostrożnie do domu, razem z ich papierowym opakowaniem.

Musiałem umieścić w gitarze specjalne mocowania do przewodów; nie chciałem tego robić i nie musiałem tego robic z moimi własnymi przetwornikami. Nowe przystawki miały tę zaletę, iż mogłem w końcu zmieniać łatwo biegunowość oddzielnie każdej z nich. Brzmiały dobrze. Straciem jednak naprawdę wybijające się górne tony, ale przetworniki miay ciepłą i "śpiewającą" barwę kótrej to  natychmiast zacząłem używać. To było to. Stały się one na zawsze częścią mojego gitarowego brzmienia.

I to nie koniec tej historii...

Kiedy trzymałem gitarę blisko głośników przy mocnym przesterze, następowało nieprzyjemne sprzężenie z powodu "mikrofonu" w korpusie przetworników - wysoko brzmiące gwizdy. Były one wywołane raczej przez ten "mikrofon", niż przez strunę. Sprzężenie było oczywiście przyjemnym wydarzeniem, odkąd mogłem kontrolować czas wybrzmiewana, jeśli inne rzeczy były odpowiednio ustawione. Właśnie tego chciałem od mojej gitary - chciałem, aby "śpiewała".

Odkryłem, że kiedy kładłem rękę na przetworniku w momencie, gdy występowało złe sprzężenie, zatrzymywało to jego wibracje - mogłem więc kontrolować złe sprzężenie. Zdecydowałem się  pozbyć wibracji w inny sposób - wkładając taśmę pomiędzy obudowę i magnesy - wypełniając puste przestrzenie w przystawkach Aralditem, aby pozbyć się efektu mikrofonu. To działało bardzo dobrze, teraz przetworniki "śpiewały" świetnie, bez żadnych nieprzyjemnych świstów.

Sądzę, że wypełnianie przystawek żywicą lub klejem jest dość powszechne. Myślę, że Burns musi to robić ze swoimi nowymi seriami przetworników, ponieważ "śpiewają" one bardzo ładnie. Używamy ich w naszych gitarach BM i ich jakość jest bardzo dobra. Moje "komercyjne kopie" przechodziły przez różne wcielenia - były najperw robione przez Guild of America, później przez angielski Burns, a teraz wytwarzamy je sami, używając warsztatów w Korei. Byliśmy w stanie stopniowo ulepszać jakość naszych gitar do poziomu, w którym większość naszych gitarzystów z We Will Rock You jest zdolna do używana ich jako wyrobu gotowego. Idąc dalej tą drogą używaliśmy przetwornikw zrobionych przez najlepszych wytwórców przystawek- Di Marzio i Seymour Duncan, robione na zamówienie, aby odtworzyć dźwięk, który oryginalnie wytworzył Burns. Znów powróciliśmy do Burns'a, odkąd zaczęli oni znowu je produkować.. i one też są świetne. Wszyskie nowe gitary są przystosowane do odtworzonych przystawek Tri-sonic, i też "śpiewają" dobrze.

Dźwięk przystawki Tri-sonic nie jest taki,  jak singla ze Stratocastera lub dwucewkowego (humbucker) Gibsona - to coś pomiędzy. Ma więcej ciepła niż Fender, więc śpiewa (sprzęża) troszkę łatwiej, ale również ma więcej górnych częstotliwości i szorstkości niż humbucker, i nie "samoogranicza się" przy wysokich poziomach bo indukcyjność magnetyczna jest mniejsza. Doszliśmy do wniosku, że "soczystość", którą  bardzo lubimy pochodzi z faktu, iż Tri-sonic "zbiera" wibracje ze struny przez dłuższy odcinek mierzony wzdłuż struny niż normalna przystawka single-coil. Może jest tak ponieważ ich obudowa też jest magnetyczna i zwiększa zasięg pola magnetycznego. Jakikolwiek jest tego powód, tylko one mają ten dźwięk, który zawdzięczają po części prawdopdobnie mi i treble boosterom Range Master oraz wzmacniaczom VOX AC 30. Ten dźwięk stał się tym, który wielu gitarzystów lubi mieć pod palcami. Dźwięk, który sprawia, iż akordy zachowują swoją klarowność oraz "wielkość"; sprawia, iż pojedyńcze nuty wpadają w łagodne przesterowanie, i "śpiewają jak ptak".

Tego dokonały przetworniki Burns!

Pozdrawiam!
Brian


Tłumaczenie: SeaXgasT






Tstankie 2005