Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Brian May

Wywiad

Nie mogę być zwykłym chłopakiem z sąsiedztwa
logo

Wywiad Radiowy Richarda Skinnera Virgin Radio, 15 czerwca 1993 r.



Nie mogę być zwykłym chłopakiem z sąsiedztwa

[Brighton Rock]

RICHARD SKINNER: Kończysz swoją trasę koncertową we Wielkiej Brytanii. Jak twoje wrażenia?

BRIAN MAY: Było niesamowicie. To dla mnie bardzo ekscytujące, ogromne wyzwanie. Byłem wręcz na skraju fizycznego wyczerpania, ale było cudownie! Spotkaliśmy się z fantastyczną reakcją publiczności.

Dlaczego akurat ta trasa była tak wyczerpująca? Chcę powiedzieć, że masz przecież mnóstwo doświadczenia w koncertowaniu.

Samo śpiewanie jest dla mnie fizycznie męczące. Teraz rozumiem przez co przeszedł stary dobry Fred, bo po koncercie zawsze szliśmy na bankiet, a potem rano do sklepu. A Fred często powtarzał "Ja już nie mogę - to mi zabiera całą energię" i teraz ja mam to samo. Przyjeżdżam do hotelu, odpoczywam i przygotowuję się, daję koncert i idę spać.

Czyżbyś zaczynał tetryczeć, Brian?

Kiedy mam wolne, jestem bardziej rozrywkowy!

Czytałem, że nie umiałeś się znaleźć na środku sceny - wolałeś raczej trzymać się na boku z gitarą.

Zajęło mi trochę czasu, żeby się przyzwyczaić. Przez pierwsze występy w Ameryce Południowej myślałem: "Nie jestem do końca pewien czy dam radę. To eksperyment i zobaczymy co się stanie." Nie wiedziałem nawet czy mój głos wytrzyma dłużej niż pół godziny. Ale o dziwo jeśli bardzo ci na czymś zależy, możesz dokonać niesamowitych rzeczy. Z upływem czasu głos staje się coraz silniejszy, o ile się go szanuje.

Czy musiałeś brać lekcje śpiewu? Wielu ludzi było zaskoczonych skalą twojego głosu, zarówno na albumie i koncertach.

Rzeczywiście nie brałem lekcji. Po prostu stosowałem maksymę mojego Taty. Mój Tata nauczył mnie, że jeśli pragniesz robić coś najbardziej na świecie, to możesz robić to najlepiej na świecie. A ja pragnąłem. Nie chciałem, żeby ktoś śpiewał moje piosenki po Fredzie i po prostu musiałem to zrobić. Ciągle jestem zdumiony, jak daleko mnie to zaprowadziło. W studiu, na początku nie mogłem zaśpiewać wyżej niż A. Tak było przez całe moje życie kiedy śpiewałem z Queen - harmonie i tak dalej - to był mój limit. I stopniowo naciskałem coraz bardziej, żeby zobaczyć co z tego wyniknie. I pod koniec nagrywania albumu mogłem śpiewać o trzy, cztery nuty wyżej. A teraz na trasie śpiewam tak, jak nie mógłbym zaśpiewać na albumie.

Czy to nie dziwne, że odkryłeś ten talent do wysokich tonacji stosunkowo późno w swojej karierze?

Nie chodzi tylko o wysokie dźwięki, choć to przyjemne wyzwanie. Chodzi o nabywanie siły i mocy wyrazu. To wymaga zdolności. Z drugiej strony to mnie wykańcza. Nie mogę mówić ani chodzić przez pierwsze pół godziny, ale potem jest OK. Potrzebuję określonego czasu, żeby wrócić do siebie.

Czy mi się wydaje, czy głos ci się obniżył?

Może się zużył!

Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego przedtem nie zużywałeś zanadto głosu, bo w Queen był tak rewelacyjny wokalista, że nie miałeś impulsu.

Zgadza się. Zawsze myślałem, że kiedy Fred za coś się zabiera, nie ma sensu żeby ktoś inny to śpiewał. Bo on zawsze dodawał od siebie coś nadzwyczajnego.

[Driven By You]

Czy prowadzisz szalone życie, jak typowa gwiazda rocka?

Mam dziwne życie. Nie możesz być w nim do końca normalny bo inaczej nie przetrwasz. Taka jest prawda. Nie mogę być zwykłym chłopakiem z sąsiedztwa. Ale staram się zachować równowagę i robić to co każdy normalny człowiek. Czasem bywa to trudne. Samo życie i podróże zmuszają do bycia w ciągłym ruchu. Bardzo ciężko ułożyć sobie życie rodzinne. Trudno jest ułożyć je dobrze. Fakt bycia rozpoznawanym utrudnia wykonywanie normalnych czynności.

Trasę brytyjską poprzedziła amerykańska. Byłeś na trasie koncertowej z Guns'n'Roses. To zespół, który wie jak się zabawić...

Wiedzą jak się zabawić, ale wiedzą też jak pracować. Pracują i grają ciężko, podobnie jak kiedyś Queen. Można tu znaleźć wiele analogii. Przyjemnie się z nimi spędza czas. Sprawowali nad nami pieczę, byli dla nas doskonałym nośnikiem, więc będziemy znów pracować razem po mojej brytyjskiej trasie.

Czy nie czułeś się dziwnie, będąc w zespole supportującym?

O tak. Trzeba przełknąć kilka spraw technicznych. Nie ma próby dźwięku. Normalnie wychodzisz na światło dzienne i grasz dla niekompletnej widowni. Trzeba sobie z tym wszystkim radzić. Ale poza tym, jest to dla nas świetna okazja, bo nie mamy właściwie nic do stracenia. Wielu ludzi na tych koncertach nie wie dokładnie kim jestem, więc muszę się zaprezentować i jednocześnie dać dobry show. Kiedy gram dla queenowej lub swojej własnej publiczności, to wiem na czym stoję. Ale kiedy wychodzi się przed publiczność kogoś innego, trzeba poważnie pracować i szlifować rzemiosło. To jest jak nauka nowego zawodu. Teraz mój zespół jest niewiarygodnie zwarty i bardzo profesjonalny i może stawić czoła każdej katastrofie.

Mówiliśmy o tym już wcześniej. Jesteś przekonany, że to prawdziwy zespół. Nie mówimy o Brianie Mayu i przypadkowej zbieraninie grajków. Czy nie masz wrażenia, że konkurujesz z samym sobą? Czy tworząc nowy materiał nie konkurujesz z tym co osiągnąłeś wcześniej w Queen?

Jest w tym trochę prawdy, i czasem muszę sobie mówić: "zaraz zaraz, to przecież nie Queen. Queen był kiedyś, a teraz jest to, co robię teraz." Odkryłem, że w Wielkiej Brytanii i innych częściach Europy, gdzie moja muzyka odniosła pewien sukces, ludzie to rozumieją i mogę się rozwijać. Ludzie byli wspaniali. Wierzyłem, że będą, bo fani Queen zawsze rozwijali się razem z muzyką zespołu. Podjąłem się na tej trasie pewnego ryzyka. Robiąc niektóre rzeczy myślę "a co ludzie o tym pomyślą?", to mnie nachodzi świadomie, ale reakcja była świetna, nawet najbardziej zagorzali fani Queen przychodzili i mówili: "rozumiemy to co robisz i jesteśmy z tobą". Ale nie tylko fani Queen. Pojawili się nowi ludzie. To nowe życie i nowy świat, i jestem szczęśliwy że utrzymuję kontakt z ludźmi którzy byli z nami. Mam pewną lojalność do zespołu, ale nie po to żeby ciągnąć Queen w nieskończoność, tylko robić to co powinienem.

Są plotki, że istnieją w archiwach nagrania Freddiego, które nie ujrzały nigdy światła dziennego. [z tych materiałów powstała w 1995 r. płyta "Made In Heaven" - przyp. tłum.] Czy kiedyś się to stanie? Czy może lepiej żeby leżały na półkach?

To trudne pytanie i muszę przyznać, że aktualnie nie potrafimy jeszcze tego uzgodnić. Nie zdradzę wszystkich szczegółów. To prawda, jest trochę niewydanego materiału, ale raczej nie da się z niego zrobić całego albumu; poza tym stoimy przed trudnym pytaniem: czy edytować go w celu stworzenia prawdziwego albumu Queen, czy wydać tak jak jest. W tej chwili wolałbym nie udawać, że jeszcze jesteśmy Queen. W moim wyobrażeniu Queen nie może istnieć bez Freddiego i nie powinnyśmy raczej udawać, że jest inaczej.

Więc wykluczasz dodanie nowego materiału, nagranego niedawno?

To są niełatwe sprawy. To znaczy, jest to możliwe. Robiliśmy w przeszłości rzeczy bez udziału Freddiego, ale czuję że nie powinniśmy przywiązywać takiej wagi do przeszłości. Powinniśmy iść do przodu.

Muszę wyrazić swoją prośbę, żebyście wydali przynajmniej to co zostało nagrane. Może jako EP.

Bardzo byśmy chcieli. Trzeba je wydać w tej czy innej formie. To ostatnie nagrania Freddiego i są bardzo cenne. Trzeba się z nimi obchodzić mądrze.

Oto kolejny utwór, z udziałem Cozy Powella.

Tak, Cozy był bardzo inspirujący kiedy nagrywałem album. On wciąż należy do najlepszych, jak wiadomo. To zaszczyt zadawać się z kimś takim. To, jak sądzę, jeden z przywilejów jakie zapewniły mi sukcesy w przeszłości - że mogę zadzwonić do ludzi ze światowej czołówki i zapytać "Zrobimy coś razem?".

[Resurrection]


tłumaczenie na język polski:
Wundżun



Tstankie 2005-2007