Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Brian May

Wywiad

To jest tylko i wyłącznie nasza sprawa
logo

Wywiad prasowy z Uncut Magazine, 8 lutego 2005 r.


To jest tylko i wyłącznie nasza sprawa

JON WILDE: Jak opisałbyś reakcje na wiadomość, że Queen znów wyrusza w trasę koncertową?

BRIAN MAY: Myślę, że większość ludzi była zszokowana tą wiadomością. Kiedy przestaję o tym myśleć, sam jestem w szoku. To dla mnie dziwne. Im bliżej do trasy, tym bardziej moje ciało i umysł przewracają się do góry nogami. Ostatni raz graliśmy pod nazwą Queen w 1986 r. Od tej pory koncertowałem na własną rękę. Ale teraz uświadamiam sobie, że to wszystko zaczyna znowu się obracać. Ale jest to nieco bardziej ekscytujące niż przerażające.

Dlaczego Paul Rodgers?

Przez całe lata, nie mogłem znaleźć żadnego powodu, dla którego Queen mógłby znowu zacząć działać. Nie mogłem sobie tego wyobrazić. Potem wykonaliśmy kilka piosenek z Paulem i w moim umyśle niejako otworzyły się drzwi. Doszło do mnie, że mogliśmy dać ludziom trochę tego czego chcą, a jednocześnie dokonać czegoś nowego. Teraz się dziwię, dlaczego nie wpadliśmy na to wcześniej.

Czy spodziewasz się ostrej krytyki?

Oczywiście. Przez prawie całe moje życie byłem pod obstrzałem. Jeśli chodzi o mnie, jest to tylko i wyłącznie nasza sprawa. Jeśli przypuszczasz, że ci się nie spodoba, nie przychodź.

Kiedy Queen zaczynał, czy pamiętasz, żebyście ustalali, że wszystko ma być wielkie, wielkie, wielkie?

Wiedzieliśmy, że chcemy robić wszystko na maksa. Chcieliśmy być wcieleniem takiego zespołu, jaki chcieliśmy widzieć na scenie. Patrzyliśmy na takie zespoły jak The Who i The Beatles, widzieliśmy, jak byli ekscytujący, i doszliśmy do wniosku, że chcieliśmy posunąć to wszystko jeszcze krok dalej. Tak było od początku, ale mieliśmy czas żeby wykreować się tak, jak nam to pasowało. Naszym celem było być gotowymi, kiedy już zjawi się okazja i mieć wtedy coś unikalnego i niezwykłego. Zawsze byliśmy tacy aroganccy, jeśli chodziło o nas samych.

Czy zgodziłbyś się ze zdaniem Freddiego, że Queen ma więcej wspólnego z Lizą Minelli niż Led Zeppelin?

Byliśmy połączeniem obu tych rzeczy. Ceniliśmy wartość takich zespołów jak Free. Miały na nas duży wpływ. Ale prezentowaliśmy siebie w zupełnie inny sposób. Nie wydaje mi się, żeby to był wyłącznie show-biznes. Ale używaliśmy wszelkich możliwych sposobów, żeby zadziwić publiczność. Używaliśmy kostiumów, świateł, wszelkich dramatycznych efektów, jakie byliśmy w stanie wymyślić. Chcieliśmy zapewnić pełną rozrywkę. Chcieliśmy, żeby ludzie mogli się wyżyć na koncercie Queen. Odczuwaliśmy potrzebę, żeby oszołomić publiczność i oszołomić ich do tego stopnia, że nie będą w stanie znieść już więcej. Jednocześnie musiało panować uczucie pewnego rodzaju święta.

Czy "Bohemiana Rhapsody" zmieniła wszystko?

Szczerze mówiąc, "Bo Rhap" nie była dla nas aż tak ważną sprawą. To był dla nas moment kluczowy. Ale był to tylko jeden z wielu momentów kluczowych. Z każdym albumem odkrywaliśmy nowe terytoria, nowy sposób myślenia. Każdy album musiał być pod jakimś względem przełomowy. Kiedy zaczynaliśmy pracę nad albumem, najpierw rozbieraliśmy wszystko na kawałki. Potem składaliśmy to w całość w nowy sposób. "Bo Rhap" była jedną z rzeczy, które powstały tą metodą.

Kiedy słyszysz, że "Bohemian Rhapsody" została po raz kolejny wybrana na Najlepszy Singiel Wszechczasów, czy nie masz ochoty powiedzieć, "Prawdę mówiąc, jest wiele lepszych piosenek niż ta"?

Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, żeby istniały lepsze piosenki. Żadna nie przychodzi mi na myśl. Nawet Stonesi... Nie wydaje mi się, żeby zrobili coś na miarę "Bo Rhap". Ale mówiąc to, zgadzam się jednocześnie, że The Who było lepszym zespołem niż Queen.

Czy wiesz o czym jest "Bohemian Rhapsody"?

Myślę, że wiem co Freddie chciał przekazać w tekście piosenki. Ale wszyscy chcą go odczytywać po swojemu. Według mnie, na tym polega jego piękno. Wcale nie próbuję robić z tego tajemnicy. Ta tajemnica zawsze pozostanie tajemnicą, nieważne co ja powiem. To było dzieło Freddiego. Nigdy nie wyjaśnił jego znaczenia, i myślę że miał do tego prawo.

Freddie kiedyś powiedział, że wszystkie piosenki Queen są bez znaczenia, z wyjątkiem niektórych twoich.

Cóż, Freddie zawsze uroczo wszystko umniejszał. Powiedziałby, że Queen to jednorazówka. Ale nie wydaje mi się, żeby mówił to na poważnie. Dopóki sięgam pamięcią, nie widzę, żeby nasze piosenki były zagadkowe albo bez znaczenia. Queen nigdy nie był zagadkowy. Zawsze wszystko mówiliśmy wprost. Jeśli chodzi o brak znaczenia, nie wydaje mi się, że piosenki muszą mić znaczenie. Nie są jak proza. Najlepsze piosenki przemawiają bezpośrednio do uczuć i nie jest specjalnie ważne, co mają znaczyć.

Czy ludzie nie rozumieją poczucia humoru Queen?

Niektórzy nie rozumieli. Szczególnie prasa, która była na nas wyjątkowo cięta. Wciąż tak jest. Dlatego nie byłem ani trochę zaskoczony kiedy, zanim zagraliśmy choćby jedną nutę z Paulem Rodgersem, ludzie mówili nam, że nie powinniśmy tego robić. Przypuszczam, że Queen należy do takich zespołów, które ludzie albo kochają, albo nienawidzą. Nikt nigdy nie mówi "Queen jest OK". Może to dobra rzecz.

Dlaczego twoim zdaniem Queen przetrwał erę punka, kiedy tak wiele zespołów stanęło na krawędzi i nigdy nie wróciło do dawnych sukcesów?

Myślę, że nigdy nie przejmowaliśmy się modami, a punk był dla mnie modą. Nasza siła tkwiła również w tym, że czuliśmy się międzynarodowi. Nawet jeśli punk sprawił, że przez pół roku byliśmy niemodni w Anglii, nie miało to znaczenia, bo była jeszcze reszta świata. Tak więc nigdy nie czuliśmy zagrożenia ze strony punka. Jeśli już, to miał on na nas mały wpływ, po eksperymentowaniu ze skomplikowanymi aranżacjami na A Night At The Opera i A Day At The Races, wróciliśmy do korzeni na News Of The World.

Trzeba powiedzieć, że Queen potrafił nieźle imprezować.

Lubiliśmy imprezować, tak. Jeśli chodzi o to, co się działo na tych imprezach, to zwykle mówimy, że pewnie było wiele ekscesów, ale ich nie widzieliśmy. Queen miał to do siebie, że wiedzieliśmy kiedy pracować, a kiedy grać. Na trasach żyliśmy na całego. Żeby być tym, czym byliśmy, musieliśmy żyć na całego. Nie mogliśmy być okazyjnym zespołem rock'n'rollowym. To musiało być coś pełnoetatowego. I, tak, zgadzam się z teorią, że byliśmy zorganizowani w swoich ekscesach.

Czy na początku lat 80. rzeczy wymykały się spod kontroli?

Przeprowadziliśmy się do Monachium, żeby odizolować się od normalnego życia i skupić się na muzyce, i wszyscy skończyliśmy w miejscu, które było raczej niezdrowe. Trudny okres. Razem nie dawaliśmy sobie rady. Mieliśmy różne zwyczaje. Dla mnie osobiście był to trudny czas. Pewne przykre chwile. Ale tylko po rozpadzie Queen wszystko dosłownie zawaliło mi się na głowę. Ale nie chcę się w to zagłębiać...

"Fat Bottomed Girls" i "We Will Rock You" to twoje piosenki. Co miałeś na myśli, pisząc je?

W "Fat Bottomed Girls" próbowałem opisać swoje odczucia związane z byciem na trasie. Przy okazji, tytuł jest niezły, moim zdaniem. "We Will Rock You" przyszło mi do głowy w środku nocy. Chciałem po prostu napisać piosenkę, którą publiczność mogłaby pośpiewać razem z nami. Ale tekst opowiada o starzeniu się człowieka i bezsensie przemocy.

Czy kiedykolwiek słysząc piosenkę Queen w radiu pomyślałeś sobie "Cholera jasna, nie ma przed tym ucieczki!"?

Szczerze, nie. Nigdy nie masz dość słuchania swojej własnej piosenki w radiu. To zawsze wzrusza. Czasem, byłoby miło na chwilę stać się kimś innym. Nie chodzi o to, że chciałbym się wcielić w kogoś konkretnego. Ale bywa, że wolałbym nie być Brianem Mayem, gwiazdorem rocka. To byłoby bardzo odświeżające.

Czy przygotowując się do Live Aid, miałeś świadomość jak ważne będzie to wydarzenie dla Queen?

Zasadniczo, uwierzyłem słowom Boba Geldofa. Powiedział mi: "Jesteście największym zespołem na świecie. Musimy was mieć na plakacie, bo to się musi sprzedać na całym świecie. To światowa szafa grająca, więc po prostu wyjdźcie tam i zagrajcie pieprzone hity". Więc po prostu wyszliśmy i daliśmy ludziom to, co chcieli usłyszeć. W porównaniu z innymi, mieliśmy przewagę bo mieliśmy doświadczenie w graniu na stadionach piłkarskich na całym świecie.

Czy zgodziłbyś się ze stwierdzeniem, że po Live Aid, reszta kariery Queen była krzywą idącą w dół?

Raczej nie. To znaczy, rok po Live Aid na własną rękę wypełniliśmy stadion Wembley, w ramach naszej największej trasy w życiu. Potem zakończyliśmy koncertem w Knebworth, który pobił rekord frekwencji. Mieliśmy swoje finały po Live Aid i, patrząc wstecz, cieszę się że odeszliśmy będąc na szczycie.

Czy żałujesz, że przebrałeś się za pingwina w teledysku "I'm Going Slightly Mad", albo za gospodynię domową w "I Want To Break Free"?

Absolutnie nie. Byłem do tego nastawiony na zasadzie "OK, czemu by nie spróbować". Nie baliśmy się żadnego rozwiązania. Na pomysł przebrania nas za kobiety w "I Want To Break Free" wpadła dziewczyna Rogera. Pomyślałem, że to fantastyczny pomysł, choć okazał się klapą w Ameryce. Wiele miejsc na świecie po prostu nie mogło znieść Queen w babskich ciuchach. Kostium pingwina, to z kolei inny kaprys. Ale dla mnie to była dobra zabawa.

Jak trudne było nagranie waszych ostatnich utworów, gdy stan zdrowia Freddiego się pogarszał?

Studio było dla nas wszystkich formą ucieczki od zmartwień i obowiązków życia codziennego. Wchodzisz tam i całkowicie zagłębiasz się w muzykę. Freddie był zawsze radosny w studiu. Zawsze pełen pomysłów. Tak było aż do samego końca. Dla niego, to była świetna lina bezpieczeństwa. Tak więc te ostatnie nagrania nie były wymęczone. Wręcz przeciwnie. Queen był tak niesamowicie energicznym środowiskiem. Kiedy to wszystko się skończyło, nie mogłem tego znieść. Patrząc wstecz, to było bardzo przykre. Szczególnie ze względu na Freddiego. Ale był to też koniec zespołu i koniec mojego małżeństwa. Poświęciłem się twórczości solowej, ale nie było ucieczki od Queen. Bardzo ciężko się starałem, aby przed tym uciec. Potem uświadomiłem sobie, że ucieczka nie ma sensu. Dlaczego mam walczyć z tym, na co tak ciężko pracowałem przez te wszystkie lata? Dlaczego nie mogę być z tego dumny? Więc przestałem uciekać. Potem dotarłem do punktu, gdzie zobaczyłem sens ponownego wyjazdu w trasę z Queen.

Jak widzisz najbliższą trasę?

Nie będzie tak samo jak wcześniej, to na pewno. Musi być inaczej, i między innymi dlatego to robię, żeby było inaczej. Gdyby było to coś w rodzaju zespołu oddającego hołd Queen, nie robiłbym tego. Czuję w trzewiach, że to jest odpowiedni czas na zrobienie tego i tak już musi być. Czy coś z tego wyjdzie? Myślę, że to będzie, cholera, olśniewające!


tłumaczenie na język polski:
Wundżun



Tstankie 2005-2007